Koty także przywiązują się do ludzi

Fot. Fotolia

Głębia życia społecznego i zdolność kotów do tworzenia bliskich więzi z człowiekiem mogła być niedoceniana — pokazują nowe eksperymenty. Te uznawane za wyjątkowo niezależne czworonogi traktują człowieka w dużej mierze podobnie, jak robią to psy.

Na łamach pisma „Current Biology” zespół z Oregon State University opisał doświadczenie sprawdzające, w jaki sposób koty wiążą się z ludźmi. Badacze wykorzystali metodę stosowaną do oceny przywiązania dzieci do opiekunów. Polega ona na obserwacji zachowania małego dziecka, kiedy w nieznanym dla niego środowisku opiekun zniknie z pola widzenia, a potem wróci. Dzieci czujące się bezpiecznie szybko powracają do eksplorowania nowego otoczenia, a te z poczuciem zagrożenia nadmiernie trzymają się opiekuna i unikają ryzyka. Podobne badania wykonywano już także na naczelnych oraz psach.

W trakcie opisanych teraz testów, dorosły kot lub kocię spędzały dwie minuty w nowym miejscu ze swoim opiekunem, a potem taki sam czas — bez swojego pana. Potem, przez dwie minuty właściciel kota spędzał z nim czas wspólnie.

Wyniki wskazały, że koty wiążą się z człowiekiem podobnie jak psy i jak dzieci z rodzicami. Około 65 proc. dorosłych oraz młodych kotów utworzyło bezpieczną relację ze swoim opiekunem. Taka zdolność mogła, zdaniem naukowców, pozwolić kotom na odniesienie sukcesu, jako domowe zwierzę.

„Podobnie, jak psy, koty wykazują elastyczność w sferze przywiązania do człowieka” — wyjaśnia autorka badania Kristyn Vitale. „Większość kotów wiąże się ze swoim właścicielem tak, że traktuje go jak źródło poczucia bezpieczeństwa w nowym otoczeniu” — kontynuuje badaczka.

Teraz badacze chcą sprawdzić, jak te wyniki odnoszą się do kotów przebywających w schroniskach.

Obszary dzikiej przyrody ratują globalną bioróżnorodność

Fot. Fotolia

Zachowane jeszcze na całym świecie obszary nietkniętej przyrody są cenniejsze dla podtrzymania bioróżnorodności, niż dotąd sądzono. Z nowego badania wynika, że ich utrzymanie może nawet o połowę zmniejszyć globalne ryzyko wymierania gatunków.

Autorami opisanego w „Nature” badanie są badacze z australijskich Uniwersytetu Queensland (UQ) i Ogólnokrajowej Organizacji Badań Naukowych i Przemysłowych (CSIRO). Udało im się wykazać, że wiele z istniejących dziś obszarów dzikiej przyrody – gdzie wpływ człowieka jest minimalny lub żaden – może zadecydować o przyszłym przetrwaniu wielu lądowych gatunków na Ziemi.

Ostrzegają jednak, że liczba miejsc, w których przyroda pozostała nienaruszona, stale się zmniejsza. Przypominają też, że nie są to obszary, które można będzie przywrócić czy odzyskać, jeśli zostaną zniszczone.

”Obszary nietkniętej przyrody zmniejszyły się o ponad trzy miliony kilometrów kwadratowych – czyli połowę powierzchni Australii – od lat 90. Takie obszary raz utracone, są stracone na zawsze” – mówi prof. James Watson z UQ, który brał udział w badaniu.

Naukowcom udało się dowieść, że ryzyko utraty gatunków jest ponad dwukrotnie wyższe w ekosystemach znajdujących się poza obszarami dzikiej przyrody. Tereny te działają więc jak bufor zmniejszający ryzyko wyginięcia, podkreślają.

„Ale dzikie siedliska (…) podtrzymują też istnienie wielu gatunków, które poza nimi żyją w warunkach zdegradowanego środowiska i tracą liczebnie” – dodaje dr Moreno Di Marco z UQ, który kierował badaniem.

Wśród najcenniejszych dzikich obszarów naukowcy wymieniają część Ziemi Arnhema na północy Australii, tereny otaczające park narodowy Madidi w boliwijskiej Amazonii, tylko częściowo chronione lasy w południowej części kanadyjskiej prowincji Kolumbia Brytyjska oraz sawanny w granicach i wokół rezerwatu Zemongo w Republice Środkowoafrykańskiej.

Wszystkie te miejsca, podkreślają autorzy, odgrywają w swych regionach kluczową rolę w podtrzymaniu bioróżnorodności. Apelują o natychmiastowe wdrożenie strategii ich ochrony i zapewnienia przetrwania.

„Te miejsca są właśnie niszczone, a ich rola w zachowaniu bioróżnorodności jest nie do przecenienia” – mówi inny autor badania, James Watson z UQ.

Ale to nie jedyna ich wartość, dodaje naukowiec. Obszary nienaruszonej przyrody są też kluczowym elementem walki ze zmianami klimatu, regulują ważne cykle wodne i biogeochemiczne oraz zapewniają przetrwanie stylu życia autochtonicznych społeczności.

Badacze szacowali prawdopodobieństwa utraty gatunków na całym świecie, wykorzystując i opracowane przez CSIRO nowe modele globalnej bioróżnorodności, a także aktualne mapy obszarów nietkniętej przyrody.

Lek na przerost prostaty może spowalniać chorobę Parkinsona

Fot. Fotolia

Stosowana w leczeniu przerostu prostaty terazosyna może potencjalnie pomóc także chorym na parkinsonizm — informuje «Journal of Clinical Investigation”.

Choroba Parkinsona jest chorobą neurodegeneracyjną, spowodowaną zanikiem wytwarzających dopaminę komórek nerwowych w mózgu. Szacuje się, że do 2040 roku na świecie będzie 12 mln chorych na Parkinsona – dwa razy więcej, niż dziś. W Polsce jest ich ponad 90 tys., a co roku stawianych jest około 8 tys. nowych rozpoznań. Choroba Parkinsona nie wpływa znacząco na długość życia, ale zdecydowanie pogarsza jego jakość.

Dotychczas stosowane leki mogą łagodzić niektóre objawy, jednak nie są w stanie spowolnić ani odwrócić postępującej utraty neuronów.

Blokująca reagujące na adrenalinę receptory alfa1 terazosyna rozluźnia mięśnie gładkie w ścianach naczyń oraz w dolnym odcinku dróg moczowych. Dzięki temu obniża podwyższone ciśnienie tętnicze, a także pomaga łagodzić łagodny przerost prostaty (BPH), ponieważ ułatwia przepływ moczu oraz opróżniania pęcherza.

Prowadząc badania na gryzoniach naukowcy z University of Iowa (USA) i Instytutu Chorób Mózgu w Pekinie (Chiny) wykazali że terazosyna aktywuje enzym o nazwie PGK1, co zapobiega obumieraniu komórek mózgowych.

Aby sprawdzić, czy lek może w ten sam sposób działać u ludzi, badacze przeanalizowali dokumentację medyczną milionów pacjentów z USA, poszukując mężczyzn z BPH i chorobą Parkinsona.

Następnie porównali dane 2880 pacjentów z chorobą Parkinsona przyjmujących terazosynę lub podobne leki oddziałujące na PGK1, oraz grupę 3699 pacjentów z chorobą Parkinsona stosujących inne leczenie BPH (bez działania na PGK1).

Uzyskane wyniki sugerują, że u pacjentów przyjmujących leki skierowane przeciwko PGK1 objawy choroby Parkinsona są łagodniejsze, a jej postęp wolniejszy. Według naukowców uzasadnia to dalsze badania kliniczne, które planują rozpocząć w tym roku. Badania powinny potrwać kilka lat.

Jeśli terazosyna okaże się skuteczna i bezpieczna w chorobie Parkinsona, nie powinno być problemów z rozszerzeniem wskazań do jej przyjmowania.

U dzieci po cesarskim cięciu inne bakterie jelitowe

Fot. Fotolia

Bakterie jelitowe u dzieci po cesarskim cięciu znacznie różnią się od bakterii u dzieci urodzonych drogą naturalną – wykazały badania brytyjskich specjalistów opublikowane przez „Nature”.

Specjaliści od dawna zwracają uwagę, że flora bakteryjna, nazywana mikrobiomem, u dzieci po cesarskim cięciu różni się od tej, jaka występuje u noworodków, które przyszły na świat po porodzie naturalnym. Podejrzewa się nawet, że może ona mieć znaczny wpływ na zdrowie dzieci również w późniejszym okresie.

Potwierdzają to najnowsze badania, jakie przeprowadzili specjaliści Wellcome Sanger Institute, University College London oraz University of Birmingham. „To co mnie zaskoczyło, ale i przeraziło, to ilość (niekorzystnych – PAP) bakterii u dzieci po cesarskim cięciu” – powiedział w wypowiedzi dla BBC dr Trevor Lawley z Wellcome Sanger Institute.

Specjalista tłumaczy, że chodzi o duży poziom dwóch rodzajów bakterii — Klebsiella i Pseudomonas, których u maluchów urodzonych po tzw. cesarce było szczególnie dużo. Mikroby te nie zostały im przekazane przez matki, lecz przeniknęły do ich organizmu ze szpitala. Są to bowiem często infekcje szpitalne, często zresztą zawleczone tam przez innych pacjentów.

Takie są wyniki badań prawie 600 dzieci, których mikrobiom analizowano w pierwszym miesiącu życia, a u niektórych maluchów również w okresie jednego roku. Wykazały one, że obydwie bakterie stanowią aż 30 proc. ich jelitowej flory bakteryjnej, co jest niekorzystne.

Z innych badań wynika, że dzieci po cesarskim cięciu częściej chorują na niektóre schorzenia, takie jak alergie i astma, a nawet cukrzyca typu 1 (tzw. insulinozależna). Nie wiadomo dokładnie jaki jest tego mechanizm, ale podejrzewa się, że mikrobiom może wpływać na funkcjonowanie układu immunologicznego. Podejrzewa się nawet, że przynajmniej niektóre odmiany cukrzycy typu 1 mogą być chorobą autoimmunologiczną.

Podczas porodu naturalnego, drogą waginalną, matki przenoszą na dzieci swą florę bakteryjną. Nie pochodzi ona jednak jedynie z jej narządów rodnych, lecz również z odbytu. Nie wystarczy zatem, jak próbuje się to robić w niektórych ośrodkach porodowych, smarować dzieci po cesarskim cięciu wymazem z pochwy.

Wiceprezes brytyjskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników dr Alison Wright ostrzega przed unikaniem za wszelką cenę cesarskiego cięcia. Podkreśla ona, że wielu noworodkom zabieg ten ratuje życie i jeśli jest to konieczne, lepiej go nie odmawiać. Może to być – dodaje — najlepszy wybór dla kobiety, jak i jej dziecka.

Cesarskie cięcie jest jednak nadużywane, np. w Polsce. Od 2000 r. odsetek porodów przy użyciu tej metody wzrósł w naszym kraju z 19,6 proc. do 42,2 proc. w 2014 r. Obecnie — według Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie — wynosi on 43,9 proc.

Odsetek urodzeń przez cesarskie cięcie w Polsce jest dużo wyższy od średniej europejskiej, która wynosi ok. 27 proc. i ponad dwukrotnie wyższy niż w państwach przodujących w opiece okołoporodowej, takich jak: Finlandia (16, 4 proc.), Norwegia (16, 5 proc.) i Islandia (16,1 proc.).

Zgłoszenia do Przeglądu Garażowych Wynalazków «Off Science» — do 30 października

Fot. Fotolia

Do 30 października przedłużono nabór zgłoszeń do Przeglądu Garażowych Wynalazków „Off Science”, który odbywa się w ramach 4. Śląskiego Festiwalu Nauki w Katowicach. Swoje pomysły mogą zgłosić wynalazcy i konstruktorzy w każdym wieku.

Przegląd Garażowych Wynalazków OFF Science to inicjatywa prezentująca dokonania osób, które amatorsko zajmują się nauką. Wynalazcy-amatorzy oraz konstruktorzy tworzący urządzenia i ciekawe rozwiązania techniczne będą mogli zaprezentować je podczas 4. Śląskiego Festiwalu Nauki w Katowicach, który odbędzie się w styczniu w Międzynarodowym Centrum Kongresowym.

W tej edycji przeglądu przyznane będą trzy nagrody finansowe (publiczności festiwalowej, czytelników mediów regionalnych oraz komisji eksperckiej).

Organizatorzy — jak informują — podjęli decyzję o przedłużeniu naboru Przeglądu Garażowych Wynalazków OFF Science w trosce o wyższy poziom konkursu. Potencjalni jego uczestnicy zwracali uwagę, że pierwotna data zbierania zgłoszeń (koniec września) zbiega się z końcem sezonu urlopowego, a dłuższy czas na przygotowanie opisu wynalazków pozytywnie wpłynie na ich jakość.

Jak informują organizatorzy festiwalu, Przegląd Garażowych Wynalazków stał się istotnym elementem Śląskiego Festiwalu Nauki w Katowicach.

«Społeczność osób, które amatorsko parają się techniką, wydaje się szczególnie liczna na Śląsku i w Zagłębiu. Organizatorzy chcą, aby festiwal po raz kolejny stał się okazją do pokazania szerszej publiczności efektów wytężonej pracy, które z reguły nie wychodzą poza obręb prywatnych warsztatów, garażów, strychów i piwnic» — czytamy w komunikacie.

We współzawodnictwie mogą wziąć udział konstruktorzy i wynalazcy w każdym wieku, działający indywidualnie lub w zespołach. Aby zgłosić projekt należy wypełnić formularz rejestracyjny dostępny na stronie www.slaskifestiwalnauki.pl w zakładce „OFF Science”. Do zgłoszenia powinny zostać dołączone szkice, obliczenia czy rysunki. Zgłoszenia będą analizowane zwłaszcza pod kątem praktyczności zawartego w nich pomysłu. Do tej pory nagrodzono m.in. budowę gokarta elektrycznego czy stację monitoringu jakości powietrza.

Serwis Nauka w Polsce jest patronem medialnym Śląskiego Festiwalu Nauki.

Czy na Wenus mogła występować woda w stanie ciekłym?

Artystyczna wizja Wenus pokrytej wodą. Źródło: NASA.
Artystyczna wizja Wenus pokrytej wodą. Źródło: NASA.

Około 2 lub 3 miliardy lat temu na Wenus mogła panować temperatura umożliwiająca występowanie wody w stanie ciekłym. Najnowsze wyniki badań nad historią klimatu na planecie Wenus zostały przedstawione w ostatnich dniach podczas Europejskiego Kongresu Nauk Planetarnych (EPSC).

Obecnie Wenus to niegościnny dla nas, gorący świat z efektem cieplarnianym. 40 lat temu dzięki amerykańskiej misji Pioneer Venus naukowcy odkryli poszlaki, że „siostra Ziemi”, jak czasem bywa nazywana Wenus, mogła posiadać kiedyś ocean. Aby sprawdzić, czy planeta ta w swojej historii miała stabilne warunki zdolne podtrzymywać istnienie wody w stanie ciekłym, naukowcy przeprowadzili niedawno serię symulacji. Badania przeprowadziła dwójka naukowców z Goddard Institute for Space Science: Michael Way oraz Anthony Del Genio.

W symulacjach założono różne poziomy pokrycia wodą. We wszystkich przypadkach obliczenia pokazały, że na Wenus mogły panować temperatury pomiędzy maksymalnie plus 50 stopni Celsjusza i minimalnie minus 20 stopni Celsjusza przez około trzy miliardy lat. Takie warunki mogłyby istnieć nawet obecnie na planecie, gdyby nie seria wydarzeń uwalniających dwutlenek węgla zawarty we skałach, co nastąpiło około 700-750 milionów lat temu.

W trzech z pięciu scenariuszy przyjęto topografię Wenus taką, jaką znamy aktualnie i założono ocean o średniej głębokości 310 metrów, warstwę przybrzeżną o głębokości 10 metrów i niewielką ilość wody zawartą w glebie. Dla porównania sprawdzono także wariant z topografią Ziemi z oceanem głębokim na 310 metrów oraz świat całkowicie pokryty oceanem o głębokości 158 metrów.

W symulacjach stosowano ogólny trójwymiarowy model cyrkulacji, biorący pod uwagę wzrost intensywności promieniowania słonecznego (gdyż nasze Słońce stało się cieplejsze w swojej historii), a także zmienny skład atmosfery.

„Wenus otrzymuje prawie dwa razy więcej promieniowania słonecznego niż Ziemia. Jednak we wszystkich scenariuszach, które modelowaliśmy, okazało się, że mogły na niej występować temperatury odpowiednie dla ciekłej wody” — powiedział Michael Way.

Historia Wenus przedstawia się w symulacjach następująco. 4,2 miliarda lat temu, a więc krótko po uformowaniu się planety, Wenus przeszła okres gwałtownego ochładzania się, a jej atmosfera była zdominowana przez dwutlenek węgla. Jeżeli ewoluowała dalej podobnie jak Ziemia, to przez kolejne 3 miliardy lat dwutlenek węgla został usunięty z atmosfery poprzez skały krzemianowe i uwięziony pod powierzchnią. 715 milionów lat temu głównym składnikiem atmosfery mógł być azot, ze śladowymi ilościami dwutlenku węgla i metanu (czyli podobnie do dzisiejszej atmosfery Ziemi).

Zagadką jest, co spowodowało „odgazowywanie”, które doprowadziło do dramatycznej zmiany klimatu na Wenus. Może być to związane z aktywnością wulkaniczną – na przykład wielkie ilości wrzącej magmy uwalniały do atmosfery dwutlenek węgla ze stopionych skał. Magma zastygała przed wypłynięciem na powierzchnię, tworząc barierę przed ponowną absorpcją dwutlenku węgla z atmosfery. Obecność dużej ilości dwutlenku węgla wywołała efekt cieplarniany, skutkujący obserwowanymi obecnie piekielnymi temperaturami na Wenus (temperatury na powierzchni sięgają 460 stopni Celsjusza).

Jak wskazują badacze, na Ziemi możemy w niektórych miejscach znaleźć ślady podobnych procesów „odgazowywania”. Na przykład trapy syberyjskie – największe pokrywy lawowe z okresu fanerezoiku. Powstały one około 500 milionów lat temu i wiąże się je z masowym wymieraniem gatunków. Niemniej jednak ziemskie przypadki nie były aż na taką skalę, jaka prawdopodobnie miała miejsce na Wenus.

Chiny/ Władze przewidują smog na obchody 70-lecia ChRL

Fot. Fotolia

Duże zanieczyszczenie powietrza będzie utrzymywało się przez najbliższe dwa tygodnie w północnych regionach Chin – prognozuje chińskie ministerstwo środowiska. Gęsty smog może rzucić się cieniem na obchody 70-lecia ChRL w Pekinie 1 października.

Władze w stolicy Chin i sąsiadującej z nią prowincji Hebei wprowadziły już zaostrzone środki bezpieczeństwa i ochrony środowiska, by zmniejszyć ryzyko zakłóceń przed uroczystymi obchodami rocznicy proklamowania komunistycznej Chińskiej Republiki Ludowej.

Miasta w tym regionie stosują również rutynowe ograniczenia produkcji w hutach stali, elektrowniach, koksowniach i fabrykach cementu w związku z pogarszającą się jakością powietrza.

Mimo tych środków utrzymujące się przez długi czas niesprzyjające warunki pogodowe w regionach położonych na wschodnim wybrzeżu kraju mogą doprowadzić w najbliższych dwóch tygodniach do powstania gęstego smogu w Pekinie i jego okolicach – poinformował resort środowiska w komunikacie opublikowanym w poniedziałek wieczorem.

Według tych prognoz niskie ciśnienie atmosferyczne na wschód od gór Taihang pomiędzy prowincjami Hebei i Henan umożliwi wypchnięcie zanieczyszczeń na północ, do Pekinu, gdzie wysoka wilgotność przyspieszy proces przemiany substancji emitowanych przez przemysł i pojazdy w zagrażające zdrowiu cząstki smogu.

Resort przekazał ostrzeżenie lokalnym władzom Pekinu i miasta Tiencin oraz prowincji Hebei, Shanxi, Szantung, Henan, Anhui i Jiangsu oraz wezwał je do podjęcia działań w celu zmniejszenia emisji.

Miasto Tangshan, które jest zagłębiem produkcji stali, ogłosiło w poniedziałek pomarańczowy alarm smogowy – drugi pod względem powagi w używanej w Chinach czterostopniowej skali. Od wtorku w mieście obowiązują ograniczenia w hutach stali – podała agencja Reutera, powołując się na oficjalny dokument. Restrykcje związane z zanieczyszczeniem wprowadziły również inne miasta w Hebei, w tym Hengshui i Cangzhou, zgodnie z wytycznymi władz prowincji.

Chiny od lat borykają się z problemem zanieczyszczenia powietrza, który dotyka szczególnie północne regiony kraju. Władze często tłumaczą powstawanie smogu niesprzyjającymi warunkami pogodowymi, ale ministerstwo środowiska krytykowało również lokalne rządy za opieszałość w walce z zanieczyszczeniem.

Ekspert: tylko niewielka część chorych z udarem jest odpowiednio leczona

Fot. Fotolia

Według najnowszych danych rocznie jest w Polsce około 90 tys. udarów niedokrwiennych. Tylko niektórzy chorzy trafiają do szpitala, a tylko niewielka część z nich otrzymuje w odpowiednim czasie leczenie trombolityczne – alarmuje neurochirurg interwencyjny dr Krzysztof Bartosz Kądziołka.

Głównym tego powodem – podkreśla specjalista, który jest koordynatorem Centrum Leczenia Udarów w Szpitalu Zachodnim w Grodzisku Mazowieckim – jest zbyt późne wzywanie pogotowia. Tymczasem pacjent z udarem musi jak najszybciej trafić do oddziału udarowego. Niepokojące objawy to nagłe zaburzenia mowy, osłabienie ręki, opadnięcie kącika ust, oraz silny ból głowy.

Udar jest pierwszą przyczyną niepełnosprawności i drugą przyczyną zgonów (po chorobach serca). „Każdy z nas jest potencjalnym pacjentem. Statystyki pokazują, że 1 na 6 osób dozna udaru w ciągu życia. Według najnowszych danych rocznie mamy około 90 tys. udarów niedokrwiennych w Polsce” – wyjaśnia dr Kądziołka.

Jego zdaniem niepokojące jest, że tylko część chorych z udarem niedokrwiennym trafi do szpitala, a tylko kolejna część z nich otrzyma w odpowiednim oknie czasowym leczenie trombolityczne. „Powinno je dostać 20-30 proc. pacjentów, podczas gdy realnie ten odsetek wynosi zaledwie 10-12 proc. Z tego tylko część będzie kwalifikować się do zabiegu trombektomii mechanicznej” — dodaje.

Udar niedokrwienny to najczęstsza postać udarów, jest on spowodowany zatkaniem przez skrzeplinę tętnicy mózgowej. Przypada na niego 85-90 proc. wszystkich udarów. Pozostałe przypadki to udary krwotoczne wywołane uszkodzeniem tętnicy i wylewem krwi do mózgu. W obu sytuacjach skutkiem jest zniszczenie fragmentu mózgu, które powoduje niepełnosprawność chorego lub jego zgon. Może temu zapobiec jedynie jak najszybsze włączenie odpowiedniego leczenia: podanie leków rozpuszczających krew lub mechaniczne udrożnienie tętniczy. Warunkiem jest jednak szybkie wezwanie pomocy.

„To wciąż poważny problem – podkreśla dr Kądziołka. — Nieustannie powinno się uświadamiać, że takie symptomy jak nagłe zaburzenia mowy, osłabienie ręki, opadnięcie kącika ust, czy silny ból głowy mogą być pierwszymi objawami udaru. Wtedy należy natychmiast dzwonić po pogotowie. Pacjent z udarem musi jak najszybciej trafić do oddziału udarowego. Szybkie wdrożenie leczenia jest w tej chorobie kluczowe. Każdy powinien pamiętać hasło: „time is brain» («czas to mózg» — przyp. PAP)”.

Wiele osób zwleka jednak z wezwaniem pomocy, ponieważ nie odczuwa poważniejszych dolegliwości, takich, jakie występują w ostrym zawale serca. „Pacjent z udarem zazwyczaj nie wzywa karetki, tylko czeka na pomoc bliskich. Nie ma świadomości, że każda upływająca minuta ma dla niego duże znaczenie. W przypadku udaru powinna obowiązywać tak zwana złota godzina udarowa. W ciągu tej godziny pacjent powinien trafić do ośrodka, w którym zostanie zdiagnozowany i otrzyma leczenie” – przekonuje specjalista.

Pierwsze 4,5-6 godzin od wystąpienia pierwszych objawów udaru, w tym „złota godzina», mają decydujące znaczenie. Chodzi to, że leczenie trombolityczne, które może rozpuścić zatykającą tętnicę mózgu skrzeplinę, powinno być podjęte do 4,5 godziny. Z kolei trombektomię mechaniczną wykonuje się do 6 godzin, jedynie w wyjątkowych sytuacjach u niektórych pacjentów można próbować zastosować ją później, nawet po upływie kilkunastu godzin.

„Dzieje się tak, jeśli neuroobrazowanie, czyli badanie mózgowia, potwierdzi, że takie leczenie w danym przypadku może być skuteczne. Jednak 90 proc. pacjentów powinno być leczonych w oknie czasowym do 6 godzin, bo leczenie jest wtedy skuteczne i bezpieczne” – tłumaczy dr Kądziołka. Na ogół w pierwszej kolejności dożylnie podawany jest lek trombolityczny, o ile nie ma przeciwwskazań. Jednak niektórzy chorzy mogą kwalifikować się od razu do trombektomii mechanicznej.

Trombektomia mechaniczna to nowa metoda ratowania chorych z udarem niedokrwiennym, porównywana do kardiologii interwencyjnej, która zrewolucjonizowała ratowanie chorych z ostrym zawałem serca. Od kilku lat jest ona systematycznie wprowadza w naszym kraju w wybranych ośrodkach udarowych. Od grudnia 2018 r. Ministerstwo Zdrowia zainicjowało program pilotażowy trombektomii mechanicznej, do którego przystąpiło siedem wyspecjalizowanych ośrodków. W lipcu 2019 r. dołączono do niego kolejnych jedenaście placówek udarowych.

Obecnie są dwie ścieżki leczenia udaru niedokrwiennego. Jedna – wyjaśnia dr Kądziołka — prowadzi pacjenta bezpośrednio do ośrodka referencyjnego, jednego z tych 18 w pilotażu. Druga ścieżka zaczyna się od transportu pacjenta do najbliższego ośrodka udarowego, skąd chorega trzeba przesłać karetką lub helikopterem do ośrodka referencyjnego, jeśli się kwalifikuje do trombektomii mechanicznej.

„Tu mamy do czynienia ze słabym punktem: stratą czasu, wynikającą z transportu do ośrodka i pomiędzy szpitalami. O ile transport do najbliższego ośrodka udarowego nie jest żadnym problemem, to już system transportowy między szpitalami – mimo pilotażu – boryka się z dużymi opóźnieniami, przez co finalnie dostęp do trombektomii jest ograniczony” – zwraca uwagę specjalista. Dodaje jednak, że nigdzie na świecie nie udało się stworzyć tak gęstej sieci ośrodków referencyjnych, żeby każdy pacjent mógł do takiego ośrodka trafić od razu. Nie jest to możliwe z powodów finansowych, jak i kadrowych.

W przyszłości trombektomia mechaniczna prawdopodobnie będzie wykonywana coraz częściej. „Trwają badania – informuje dr Kądziołka — czy pacjent w ogóle będzie wymagał leczenia trombolitycznego, czy też od razu – w przypadku zamknięcia dużych naczyń mózgowych — powinien być kwalifikowany bezpośredni do zabiegu trombektomii mechanicznej”.

Nie wiadomo jeszcze, czy w ogóle będzie można zrezygnować z leczenia dożylnego. „Wyniki tych badań – mówi specjalista — poznamy za parę lat, natomiast z punktu widzenia organizacji opieki nad pacjentem z udarem najprawdopodobniej nie będzie to możliwe, żeby każdy pacjent trafiał bezpośrednio do ośrodka referencyjnego i od razu przechodził procedurę trombektomii mechanicznej”. Jego zdaniem główną przeszkodą będzie brak odpowiedniej liczby specjalistów.

W Kaliszu otwarto nowoczesne Monoprofilowe Centrum Symulacji Medycznych

Fot. Fotolia

Po raz drugi biorę udział w takiej uroczystości, ale widzę, że Monoprofilowe Centrum Symulacji Medycznych w Kaliszu jest nowocześniejsze od tego, który miałem zaszczyt otwierać – powiedział w poniedziałek w Kaliszu marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

W Collegium Medicum przy ul. Kaszubskiej w Kaliszu otwarto Monoprofilowe Centrum Symulacji Medycznych dla studentów Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej (PWSZ).

W ośrodku na praktycznej nauce zawodu będą kształcić się pielęgniarki, położne, ratownicy medyczni, kosmetolodzy oraz radioterapeuci.

Centrum składa się z ośmiu nowoczesnych sal, w których studenci PWSZ będą ćwiczyć na fantomach, trenażerach i sprzęcie chirurgicznym. Koszt budowy i wyposażenia ośrodka wyniósł ponad 2,5 mln zł, z czego ponad 2 mln to środki unijne.

«Te koszty trzeba skorygować, bo wydaliśmy 500 tysięcy zł więcej, a dodatkowe pieniądze wzięliśmy z budżetu PWSZ» – zażartował podczas uroczystości otwarcia rektor PWSZ w Kaliszu prof. Andrzej Wojtyła.

Dyrektorem centrum został były dyrektor kaliskiego szpitala Wojciech Grzelak, z zawodu ginekolog.

Zdaniem rektora Wojtyły centrum jest jednym z najnowocześniejszych w Europie.

«Zależy nam na tym, żeby nasi studenci byli dobrze wyszkoleni. To ma przełożenie na bezpieczeństwo pacjenta» – podkreślił Wojtyła.

W uroczystości uczestniczył marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

«Z wykształcenia jestem lekarzem i uczyliśmy się w zupełnie innych warunkach, ponieważ nie mieliśmy takich symulatorów i możliwości korygowania swoich czynności praktycznych. To centrum pozwala na wykształcenie personelu medycznego na najwyższym poziomie. Bardzo zależy nam na jakości świadczonych usług» – powiedział.

Karczewski przyznał, że „bardzo często narzekamy na służbę zdrowia, nie ma spotkania, na którym nie mówiono by o służbie zdrowia i problemach. Wiemy o tym, bo przecież nie można powiedzieć, że służba zdrowia funkcjonuje idealnie. Zgadzam się, że ta codzienna służba zdrowia wymaga naprawy i dofinansowania, i będziemy to robić» — powiedział i zauważył, że «trzeba też powiedzieć, że ci, którzy wyjeżdżają za granicę bardzo często wybierają na leczenie nasze szpitale. Mówią, że w Polsce jakość świadczonych usług jest lepsza. Jest dobrze z poziomem naszej medycyny, musimy jeszcze sporo zmienić w zakresie finansowania, ale to jest proces, to musi trwać; wiemy, w jakim kierunku mamy iść. Zawsze pacjent musi pozostać w centrum” – powiedział marszałek.

Karczewski podkreślił, że rząd chce dużo zrobić dla służby zdrowia i wierzy, że to się uda.

Marszałek poinformował, że jeszcze w tej kadencji parlamentu będzie podejmowana ustawa, która zmieni status Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Akademię Kaliską, a w przyszłości w uniwersytet.

„Jestem absolutnie przekonany, że konieczne jest stworzenie w Kaliszu wydziału lekarskiego” – powiedział Karczewski.

«Kiedyś byłem przeciwny powstawaniu uczelni w małych ośrodkach, w których nie ma tradycji akademickich, wydziałów lekarskich, klinik. Ale myliłem się i zmieniłem absolutnie zdanie, ponieważ widzę, że ośrodki, w których powstają wydziały lekarskie świetnie sobie radzą i są na bardzo wysokim poziomie a studenci osiągają bardzo wysokie wyniki na egzaminach. W takich ośrodkach jest bardzo duża dbałość o studenta, bezpośrednia relacja mistrz-uczeń bez bariery w osobach, które stoją na drodze pomiędzy studentem a profesorem. A później absolwenci chcą zostać w mieście, w którym się wykształcili” – ocenił Stanisław Karczewski.

Studia na kierunku pielęgniarskim w PWSZ w nowym roku akademickim rozpocznie 40 osób.

Nieprzespana noc z nauką — już z piątku na sobotę

Źródło: rzecznik prasowy UP w Poznaniu
Źródło: rzecznik prasowy UP w Poznaniu

Trwają zapisy na Noc Naukowców, która odbędzie się w piątek 27 września w całej Europie. W naszym kraju imprezy popularnonaukowe i rozrywkowe zaplanowano m.in. w Małopolsce, Wielkopolsce i w Zachodniopomorskiem.

Pokazy naukowe, warsztaty i prezentacje zamkniętych na co dzień instytucji i laboratoriów w ramach Researchers’ Night odbędą się w piątek 27 września w całej Europie. Ta międzynarodowa akcja od lat zbliża naukowców i pasjonatów nauki oraz mądrej zabawy. Co roku na jedną noc naukowcy odchodzą od swoich codziennych obowiązków, by przekonać ludzi spoza swojego środowiska, że nauka jest pasjonująca i ciekawa. Noc naukowców pełna jest atrakcji: pokazów, eksperymentów i konkursów. Zdarza się, że badacze i publiczność zamieniają się rolami.

W programie Nocy Naukowców 2019 ciekawe propozycje dla siebie znajdą wszyscy, niezależnie od wieku. Wstęp na spotkania jest wolny, jednak na te wydarzenia, które w ubiegłych latach cieszyły się szczególnym zainteresowaniem — obowiązuje rejestracja.

Na atrakcje mogą liczyć m.in. mieszkańcy Trójmiasta — dzięki gdańskiemu Hevelianum. W programie m.in. koncert audiowizualny, warsztaty budowania robotów, zwiedzanie Galerii Ruchu i spotkanie pt. «Gdy twój samochód chce porozmawiać o filozofii czyli o sztucznej inteligencji dziś i jutro». Program dostępny TUTAJ.

POZNANIE W POZNANIU

Tegoroczna 13. edycja Nocy Naukowców w Poznaniu została objęta patronatem poznańskich uczelni państwowych. Na pokazy, warsztaty i do zwiedzania laboratoriów zapraszają badacze z Politechniki Poznańskiej, Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, Uniwersytetu Przyrodniczego, Akademii Wychowania Fizycznego, Uniwersytetu Ekonomicznego, a także Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN oraz Poznańskiego Centrum Superkomputerowo-Sieciowego.

W Centrum Wykładowym Politechniki Poznańskiej będzie można np. poznać eksperymenty i pokazy z fizyki związane z płcią piękną, dowiedzieć się więcej o laureatkach Nagrody Nobla w tej dziedzinie oraz sprawdzić, ile fizyki jest w damskiej torebce. Laboratoria inżynierów przekształcą się w escape roomy. W programie Nocy Naukowców na Uniwersytecie Adama Mickiewicza przewidziano wykłady o tym, co się dzieje w mózgu, kiedy czytamy, będą też pokazy balonów na ogrzane powietrze, bliskie spotkania z mięsożernymi roślinami oraz wirtualna podróż «wschodoznawcza» do Czarnobyla. Na te i dziesiątki innych wydarzeń można zarejestrować się na stronie internetowej.

SZALONA NAUKA W SZCZECINIE

VII edycję Europejskiej Nocy Naukowców w Szczecinie organizuje Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny. Głównymi punktami programu będą pokazy, warsztaty i wykłady przygotowane przez naukowców z ZUT-u i edukatorów z największych centrów nauki z całej Polski. Zaplanowano także spotkanie z Olą i Piotrem Stanisławskimi – dziennikarzami z popularnonaukowego bloga «Crazy Nauka». Będą oni mówić o «fake newsach» w nauce i podpowiedzą, jak ograniczyć — bez ogromnych wyrzeczeń i poświęceń — swój ślad węglowy.

«Europejska Noc Naukowców to dla Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie szansa, by przybliżyć dzieciom, młodzieży i dorosłym zawód naukowca. Podczas tego wyjątkowego wydarzenia prezentowane są różne dyscypliny naukowe, zarówno nauki ścisłe, przyrodnicze, jak i artystyczne. Impreza zapewnia zwiedzającym bogactwo pokazów, doświadczeń i prezentacji. W tym roku poszliśmy o krok dalej i zaprosiliśmy do współpracy centra nauki, które rozsiane są po całej Polsce» – wyjaśnia Kinga Wełyczko z ZUT.

Na dziedzińcu uczelni stanie naukowe miasteczko, w którym odbędą się pokazy przygotowane przez pracowników i studentów ZUT-u, oraz edukatorów z Centrum Nauki Kopernik w Warszawie, Centrum Nowoczesności Młyn Wiedzy w Toruniu i Centrum Leonardo da Vinci w Chęcinach (okolice Kielc). O godz. 17.00 rozpoczną się pokazy, doświadczenia i wspólna zabawa. Na scenie, oprócz prezentacji wszystkich wystawców, pojawi się Maria Skłodowska–Curie, z którą zwiedzający będą mogli zrobić pamiątkowe zdjęcie. O godz. 20.00 odbędzie się pierwszy szczeciński stand–up naukowy. Podczas pojedynku zmierzą się ze sobą naukowcy ze Stowarzyszenia Rzecznicy Nauki w Warszawie — dr Monika Koperska i dr Mariusz Gogól.

ZUT przygotował program dla szkół podstawowych i średnich. Trwają zapisy na zajęcia, warsztaty i pokazy. Szczegółowy harmonogram i program atrakcji znajduje się na stronie internetowej.

LOTY MAŁOPOLSKICH NAUKOWCÓW

Tegoroczna Małopolska Noc Naukowców zjednoczy Andrychów, Chrzanów, Kraków, Limanową, Niepołomice, Nowy Sącz, Oświęcim, Skawinę i Tarnów. Dla publiczności przygotowano mnóstwo spotkań, warsztatów, wykładów i pokazów. Uniwersytet Jagielloński zaprasza młodzież na warsztaty z drukowania 3D oraz zdobywania ukrytych informacji i łamania haseł w «Szkole hakerów». Trochę starszych inżynierowie z Politechniki Krakowskiej im. Tadeusza Kościuszki zabiorą na lot symulacyjny myśliwcem F16. Najmłodszymi zajmą się pracownicy Uniwersytetu Rolniczego im. Hugona Kołłątaja w Krakowie. Na spotkaniu z nimi dzieci dowiedzą się, jak zrozumieć kota na podstawie jego zachowania i języka mowy jego ciała. Będzie kolorowa piana, wybuchy, pyszne biszkopty i lody przygotowane na Wydziale Technologii Żywności. W programie przewidziano m.in. widowisko Kina Kijów pt. «WYPRAWA W PRZYSZŁOŚĆ. Czy rowery będą latać».

Także w tym regionie część atrakcji wymaga rejestracji. Organizatorzy przewidują np., że — jak co roku — oblężenie przeżyje Instytut Ekspertyz Sądowych im. Prof. Jana Sehna, sugerując, by zapisać się na oferowane tam pokazy.

Wszystkie wydarzenia opisane są na stronie internetowej.